sobota, 18 sierpnia 2012

Co ja... 2

Jest sobota, a więc...

Co ja... czytam?

Tu nie zmieniło się nic - zarówno tytuł jak i podejście do książki. 40% za mną, a ja  dalej się nudzę, napotykając od czasu na mniejsze lub większe absurdy. Z językiem dałem sobie już spokój i jakoś przyzwyczaiłem się do tych w miarę krótkich i nierozbudowanych zdań. Ale, ludzie, niech mnie to choć trochę zaciekawi. Liczę, że na arenie będzie już ciekawiej, ale czytając w takim tempie to jeszcze trochę mi zejdzie :) A z ciekawszych absurdów to to mi się spodobało: w Kapitolu, jak w każdym budynku, jest dach, na którym dość często spotykali się bohaterowie. Jako że jest to wysoki budynek, w ramach zabezpieczenia przed samobójstwami ze strony przyszłych gladiatorów, umieszczono pole magnetycze? siłowe? - no jakieś takie, które ma zapobiec wspomnianym samobójstwom. Super! No to pozostaje przyszłym samobójcom załamać się, bo przecież inaczej się nie można zabić, jak tylko skoczyć. Noże, szkło, broń dostępna podczas prezentacji - gdzieżby kto wpadł na taki pomysł, żeby ze sobą skończy? Jest dach i tylko tam można się zbić. Inne sposoby nie istnieją. I kto tu jest teraz niemądry? Dzieci z dystryktów, bo nie potrafią wymyślić innych sposobów na swoją śmierć? Władza, która myśli tylko, że jedynym sposobem na wczesne pożegnanie się z życiem jest skok z budynku? A może autorka, która tego nie dopilnowała??
Tym bardziej mnie boli podpis, który widnieje na okładce:

Nie mogłem się oderwać... Ta książka uzależnia.
                                                                                                 Stephen King



Co ja... gram?

Tym razem mordowany  był:


Oczywiście ze wszystkimi dostępnymi na rynku stołami i bajerami. Echh, łezka się w oku kręci na te cudne wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to jadąc w jakąś podróż zatrzymywaliśmy się w różnych zajazdach, by się posilić. I to właśnie tam zauroczyły mnie wszystkie te urządzenia - pinballe, jednoręcy bandyci i inne automaty na kasę. Zawsze chciałem zagrać na którymś z nich, jednak, albo nie miałem pieniędzy, albo były po prostu zajęte. Teraz mogę się w końcu poczuć jak w dawnych czasach i z padem w ręku wsiąknąć w tę feerię kolorów i dźwięków. Ale... jednak to nie to samo. Na każdym stole pograłem w sumie po dwa lub trzy razy, jakoś specjalnie nie masterując wyników, i włączałem kolejny stół i kolejny, i kolejny, aż w końcu się skończyły. To już chyba nie te czasy, teraz machanie łapkami wydaje mi się takie nuuudne. Cóż, jest to kolejny dowód na to, że z pewnych rzeczy się wyrasta i nie wszystko jest już takie fajne jak dawniej.

Co ja... słucham?

W przeciągu ostatniego tygodnia wiele piosenek zwróciło moją uwagę i naprawdę ciężko było mi wybrać tę jedyną, ale jednak udało mi się to jakoś zrobić.


Piękności :)

Co ja... oglądam?

Skończyłem już oglądać 4 sezon True Blood, o którym pisałem tydzień temu, i jeszcze trzy odcinki dzielą mnie od bycia całkowicie na bieżąco z tym, co aktualnie puszczają w USA. Piąty sezon, moim zdaniem, jest nieco słabszy niż poprzednie i, szczerze mówiąc, mam już trochę dość wprowadzania nowych nadprzyrodzonych stworzeń. No bo do tej pory mieliśmy: wampiry, wróżki, wilkołaki, pumołaki, zmiennokształtnych, wiccanów, medium, szamana, duchy... a teraz doszedł ifryt. Czy twórcy nie mają już pomysłów na nowe wątki, nie wprowadzając przy tym nowych magicznych postaci? Osobiście uważam, że dałoby się.

Poza tym na HBO udało mi się wypatrzeć dokument pt. Historia wydawnictwa DC Comics.


Bardzo ciekawy dokument prezentujący historię komiksu z tegoż wydawnictwa od samych jego początku aż do praktycznie najnowszych wydarzeń. Praktycznie, gdyż jest to dokument z 2010r., a więc nie obejmujący najnowszych wydarzeń, czyli nie dowiemy się niczego na temat The New 52. Szkoda również, że nie usłyszymy o największych eventach z DC. Niektórzy na minus mogą również zaliczyć to, że gdy jest mowa o         współczesności, w 90% pokazywane są cudowne rysunki Alexa Rossa - ja tego pana uwielbiam, więc nie mam nic przeciwko temu. Ogólnie polecam wszystkim miłośnikom DC i Marvela ten dokument.

Co jeszcze? Hmmm... A - Sekret Saszy również na HBO.

I się wynudziłem. Jakimś cudem widziałem reklamy tego filmu na różnych portalach internetowych, więc myślałem, że będzie to jakiś interesujący dramat. A tu wszystko przewidywalne, nudne jak flaki z olejem, no i jeszcze ten niemiecki w tle - to już był cios poniżej pasa. Nie ma co się rozpisywać o tym filmie, gdyż nie warto go oglądać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz