piątek, 5 października 2012

Gry to wielkie zuooooo!

Wczoraj, plątając się właściwie bez celu po Internecie, usłyszałem w "Wiadomościach", które ktoś oglądał przy mnie, słowa: "Pobił półroczne dziecko, bo nie mógł grać w grę". Od razu oderwałem się od komputera i przysiadłem przed telewizorem. Po kilku minutach wróciłem, żałując, że to obejrzałem. Pomyślałem: "O mój Boże, jak tak można? Znowu nam to zrobili." Nam, czyli graczom - i tym niedzielnym, i tym hardkorowym. Znowu zostaliśmy przedstawieni w TVP jako niezrównoważeni psychicznie naśladowcy Breivika. I żeby było jasne, oczywiście, szkoda  mi dziecka i ojciec powinien za to pobicie dostać karę (chociaż ostatnio powątpiewam w sądownictwo w Polsce - tu kłania się sprawa z Sosnowca), ale poza wspomnianym ojcem znowu ucierpieli gracze.



"Specjaliści" wypowiadali się negatywnie na temat gier i w sumie nie usłyszeliśmy jakichś nowych argumentów poza standardowymi: gry uczą przemocy,  rozwijają agresję, bla bla bla. Zero pozytywnych aspektów grania. Znowu wśród Polaków utrwalony został negatywny stereotyp gracza i to jest bardzo smutne i wielce krzywdzące dla nas. 
Najbardziej wkurzony jestem na tych wszystkich, wspomnianych już wcześniej, psychologów, którzy wypowiadają się, zupełnie nie znając tematu. Od razu przypomina mi się sytuacja na studiach, która miała miejsce właśnie podczas zajęć z psychologii. Zadaniem studentów, jak i również moim, było wymienienie wszystkich czynników, które mają negatywny wpływ na dziecko/ucznia. No i oczywiście zaczęło się wymienianie: alkohol, złe towarzystwo, narkotyki itp. Aż w pewnym momencie padły wyczekiwane przeze mnie "gry komputerowe". Pani psycholog przytaknęła i już zabierała się do zbierania kolejnych argumentów, kiedy zapytałem, które dokładnie gry mają negatywny wpływ na dziecko. Zrobiła duże oczy i odpowiedziała, że strzelanki, bo wyzwalają w dzieciach agresję i chęć mordu (!). Tak myślałem, więc drążyłem temat dalej, pytając, które konkretnie strzelanki? Nie zrozumiała mojego pytania, więc zadałem pomocnicze pytanie: "Chodzi pani o Crysis, Limbo, Darksiders, Madden, czy Red Dead Redemption? To one wyzwalają agresję?" Celowo podałem tytuły, które strzelankami nie są. Oczy pani psycholog zrobiły się jeszcze większe niż uprzednio, coś postękała, porozglądała się, po czym odpowiedziała, że się na tym nie zna. Przecież ja byłem tego pewien. Powiedziałem, że skoro się nie zna, to dlaczego wie, że gry powodują agresję. Również nie odpowiedziała. Nie pamiętam już dokładnie, ale chyba ktoś próbował ją uratować, zmieniając temat.
Powyższą rozmowę warto by przeprowadzić z tymi specjalistami, którzy wczoraj wypowiadali się negatywnie w TVP. Założę się, że rozmowa wyglądałaby podobnie jak ta, którą ja przeprowadziłem na studiach.
Podsumowując, wkurza mnie robienie z nas maniaków (takim słowem został ochrzczony wczoraj sprawca pobicia), psycholi i życiowych nieudaczników przez media, które zupełnie nie wiedzą, o czym mówią, ale mówią i zwalają wszystko na gry, bo tak jest wygodnie. Gry = strzelanki = przemoc i agresja - ciekawe, kiedy takie myślenie się zmieni. No i oczywiście czekam na kolejną grową sensację w polskich mediach.

1 komentarz: