piątek, 12 października 2012

Look: Arrow

Przyznaję się bez bicia – Green Arrow jest mi zupełnie obcym superbohaterem. Nie znam jego prawdziwego imienia i nazwiska, nie wiem, jakim cudem stał się bohaterem, nie potrafię określić motywów jego działania… Do tej pory wiedziałem tylko jak wygląda oraz to, że Hawkeye jest fajniejszy od niego. Najwyższa pora zmienić zdanie o tym herosie, a wszystko to za sprawą nowego serialu – Arrow, który swą premierę miał wczoraj.



I cóż mogę rzec – jest dobrze. Twórcy w przemyślany sposób przedstawili nam bohatera, nie zdradzając wszystkich jego tajemnic (widzimy tylko szczątki historii Olivera na wyspie, jego relacji z ojcem oraz życia sprzed wyruszenia w podróż statkiem), które, oczywiście, wraz z postępem fabuły zostaną nam zaprezentowane. A historia na razie nie porywa, wydaje się być standardowa, ot eliminacja kolejnych celów na liście ojca. Mam nadzieję, że jednak pojawi się w życiu naszego bohatera kilka zwrotów akcji, czy też villainów uprzykrzających mu życie. Możliwości mają przecież niemal nieograniczone.

Tak jak odczułem małe zgrzyty w fabule, tak widzę je również w kreacji Zielonej Strzały. Nie mogę, po prostu nie mogę przeżyć i patrzeć na zielony pasek farby/cienia/kredki imitujący nałożoną na oczy maskę. No nie mogę. Maski idzie się szybciej pozbyć i nie trzeba używać nawilżających chusteczek, żeby zmyć to z siebie. Dla mnie lepiej poradzili sobie z maską twórcy Green Horneta i taką też wolałbym widzieć u Green Arrowa.














O politowanie również woła także „kuloodporność” bohatera w trakcie pogoni za  człowiekiem z karabinem maszynowym. Oczywiście nikt tu nie oczekuje realizmu, tym bardziej od superbohatera, ale o ile w komiksie na podobne sytuacje spoglądam spokojnie, tak tutaj rzuciło mi się to w oczy i, nie powiem, trochę przeszkadzało. Poza tymi dwoma mankamentami Stephen Amell jest idealny do tej roli: wysportowany (scena z podnoszeniem się na drążku wywarła na mnie największe wrażenie) i wiarygodny w swojej roli (świetnie skrywa swoją tajemnicę oraz odgrywa piętno, jakie pozostawiła na nim przeszłość). Takich bohaterów chce widzieć w kolejnych serialach. Pozostałych aktorów również oceniam na plus, ale było ich zdecydowanie za mało, żeby wyrobić sobie konkretne zdanie.

Bardzo dobrze, moim zdaniem, że twórcy nie zrobili z Arrow cukierkowej produkcji, lecz wprowadzili doń trochę mroku – to dodaje serialowi więcej klimatu, który i tak jest odczuwalny. Również z umiarem zastosowano efekty specjalne, lecz niektóre z nich są kiepsko wykonane i aż widać komputerową robotę (winny temu zapewne jest budżet).

Pomimo kilku wad, czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki i mimo że nie jest to, moim zdaniem, najlepszy debiut tego sezonu, będę dalej dzielnie śledził losy Zielonej Strzały, może i nawet tej komiksowej.

A na koniec coś znowu dla mnie niezrozumiałego – tabela oglądalności pierwszego odcinka.


666 Park Avenue przy oglądalności około 7 mln jest kandydatem do kasacji, a Arrow uważa się za dobry start. Hmm… może to idzie według stacji? Stacja liczyła na gorsze wyniki i się pozytywnie zaskoczyła? Sam już nie wiem.

3 komentarze:

  1. Hawkeye lepszy od GA? :D Żart chyba. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. CW to stacja kablowa, więc ich zasięg jest odpowiednio mniejszy niż ogólnodostępnego czegoś, co puszcza 666. Stąd różnice w reakcji na wyniki oglądalności.
    To tak jakby porównywać poziom oglądalności TVP1 z... a bo ja wiem, HBO. Gdyby jakiś serial na publicznej obejrzało pół miliona widzów, to zaraz by to skasowali. Taki wynik z kolei dla HBO to z kolei gigantyczny sukces.

    OdpowiedzUsuń