sobota, 13 października 2012

Look: Beauty and the Beast


W kinie płakałem trzy razy w życiu, dwa razy ze smutku, raz ze śmiechu. Niesamowicie śmieszny był dla mnie Kosmiczny Mecz, a ciocia, z którą wówczas byłem w kinie, obawiała się, że zaraz nas wyproszą ze względu na moje zachowanie. Ze smutku ryczałem przy słowach: „Tato, no chodźmy… Podnieś się… Tato, chodźmy do domu. Ratunku! Pomocy! Pomóżcie mi! Tato…”. Wiadomo, co to za scena i na samą myśl o niej, łza kręci mi się w oku. Trzeci raz uroniłem łzę, gdy w Pięknej i Bestii spadł ostatni płatek z zaczarowanej róży. Podczas reszty filmów byłem dzielny. Ale o wymienionych wcześniej filmach pamiętam i będę pamiętał zawsze, gdyż dostarczyły mi niezapomnianych wrażeń. Te wspomnienia odżyły wczoraj, gdy zauważyłem nowy serial Beauty and the Beast. Wcześniej o nim nie słyszałem, więc szybko się zabrałem za jego obejrzenie.




A oto moje przemyślenia.

Jak już wspomniałem, nie słyszałem o tym serialu, nie oglądałem trailerów ani nie czytałem spoilerów. Gdzieś tam w mojej głowie utrwalony był obraz z dzieciństwa Pięknej i Bestii. I z takim obrazem podszedłem do premierowego odcinka. Nie minęło wiele czasu, aż w pomyślałem: „Co ja oglądam? Czy to na pewno ten serial?”. Okazało się, że tak ma być. No to super. Jeśli ktoś liczy na serial oparty na kreskówce Disneya, niech nie ogląda. Jeśli ktoś spodziewa się tańczących kubków, zegarów, szaf i świeczników, niech nie ogląda. Ba, jeśli ktoś liczy ujrzeć Bellę i księcia uwięzionego w skórze Bestii, niech nie ogląda. Tu nie ma niczego, o czym wspomniałem. Główni bohaterowie to detektyw Cat i zmutowany Vincent. Z kultowej i przepięknej kreskówki Disneya został tylko tytuł, który zapewne ma przyciągnąć nieświadome niczego osoby (no mnie się im udało złapać). Nie lubię takich zagrywek, ale nie twierdzę, że nie są one skuteczne. Odnośnie tytułu dodam jeszcze, tak zupełnie złośliwie, że lepszą nazwą serialu byłaby Beauty and the Hulk. Wyjaśnienie za chwilę.


Serial rozpoczyna się dość niespodziewaną sceną. Kelnerka Cat (aktorka grająca Lanę w Tajemnicach Smalville) zostaje sama w barze, który  ma dokończyć sprzątać i zamknąć. Jest ciemno, wychodzi na zewnątrz i wsiada do swojego garbusa, po czym okazuje się, że rozładował się akumulator. Dzwoni do matki, ta przyjeżdża i próbują razem naprawić problem. Rozmawiają do momentu, w którym podjeżdża samochód. Wysiada dwóch mężczyzn. Matka wie, co się święci i każe córce uciekać, po czym zostaje zastrzelona. Cat ucieka, zabójcy ją gonią i gdy wydaje się, że zaraz będzie po naszej  bohaterce, coś wyskakuje z krzaków i zabija ścigających dziewczynę. Wokół tego wydarzenia kręci się główna oś serialu. Potem przenosimy się w przyszłość i widzimy, że Catherine nie jest już kelnerką, tylko panią detektyw, prowadzącą śledztwo przy użyciu najnowszego sprzętu. Tak, Beauty and the Beast to serial kryminalny. Mamy w nim kolejną nieustraszoną i niesamowicie zwinną bohaterkę, która z wdziękiem Poirota rozwiązuje kolejne zagadki kryminalne. I tu powinny pojawić się głosy: „Ale to już było!”. Tak, było i to kilka razy. Tymczasem jedyną świeżością w tym serialu jest Bestia Vincent, który pod wpływem adrenaliny zmienia się w zwinnego i silnego potwora (Hulk?).


Związek między Cat i Vincentem dopiero kiełkuje (no chyba nikt nie wątpił w jakąś chemię to po tytule serialu), lecz przypomina mi on trochę ten ze Zmierzchu: „Zostaw mnie, jestem potworem”, „Nie możemy się spotykać”, „Nie chcę cię skrzywdzić” więc nie każdemu może to przypasować. Całe szczęście, że główna bohaterka nie jest taką ciapą jak Bella ze Zmierzchu i nie działa w myśl zasady: "uratował mnie, więc się w nim zakocham". Nie, to dość twarda sztuka, która potrafi skopać tyłek i zamordować kogoś - przynajmniej takie było założenie twórców i każdy, kto nie oglądał Tajemnic Smalville, pewnie da się przekonać, że ta aktorka nadaje się do roli twardej kobiety. Ja, niestety, za każdym razem widzę Lanę (tak jak i Locke'a w 666 park Avenue) i nic na to nie poradzę.  
Martwi mnie jednak, że każdy odcinek będzie przebiegał według schematu: 
- Nowe morderstwo/sprawa
- Próba rozwikłania zagadki
- Bestia ratuje swą wybrankę z opresji (może nawet kilka razy)
- Cat poznaje i zbliża się do Vincenta
- Morderca zostaje odnaleziony
i tak przez cały sezon. Chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że jednak twórcy zapędzili się trochę w taki kozi róg. 
I tak w sumie to zastanawiam się, dla kogo jest to serial? Dla fanów disnejowskiej kreskówki? Zdecydowanie nie. Dla miłośników kryminałów? Też nie, jest dużo więcej ciekawszych seriali z morderstwem w tle. Fanów Zmierzchu? Też nie, oni mają… Zmierzch. :) Wydaje mi się, że najbliżej temu serialowi to Pamiętników Wampirów, więc każdy, kto ogląda wspomniany serial może znaleźć tu coś dla siebie: w miarę ciekawa fabuła, która swe skrzydła rozwinie zapewne za jakiś czas, wątek miłosny, a może z czasem będzie ich kilka, i dość dobrą ścieżkę dźwiękową (chociaż myślałem, że padnę ze śmiechu, jak na początku usłyszałem piosenkę z… reklamy Lecha, wiecie „Chwała bohaterom za to, że…”).


Ja twórców jednak nienawidzę za wykorzystanie znanej marki i stworzenie z tego czegoś zupełnie innego, nie mówię, że złego, bo jednak dość dobrze się to ogląda, ale zawodzącego. Gdyby się to inaczej nazywało, to nie byłoby tego problemu, przynajmniej dla mnie. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz