niedziela, 28 października 2012

Look: Comic Store Heroes

Midtown Comics w Nowym Jorku to miejsce-marzenie każdego fana komiksów. Znaleźć tam można ponad pięćset tysięcy komiksów, ale także tony innego stuffu pokroju figurek, gier i innych gadżetów, powodujących, że ślinka zaczyna nam cieknąć i nijak nie możemy jej zatrzymać. Niestety, nie każdy może pozwolić sobie tam pojechać i poczuć się szczęśliwy. Ja z pewnością nie mogę, choć bardzo bym chciał. Dlatego gdy zobaczyłem zwiastun Comic Store Heroes, programu wyprodukowanego przez National Geographic, nie mogłem się doczekać, by zobaczyć cały program. 



Gdy w końcu nadarzyła się okazja, by ów program obejrzeć, byłem przeszczęśliwy. Liczyłem, że zobaczę jak funkcjonuje największy sklep komiksowy w USA, jak dbają o reklamę itp.  Tymczasem srodze się zawiodłem.
No dobra, może srodze to za duże słowo, ale niemniej zawód był duży. Powodów jest kilka:

Powód pierwszy - za mało sklepu w sklepie

Owszem, pokazano półki wypchane po brzegi komiksami i gadżetami, ale wieść niesie, że mają pięćset tysięcy komiksów. Po tym, co nam zaprezentowano, powiedziałbym, że mają może góra dziesięć tysięcy + kilkanaście figurek i zabawek. To, co mnie najbardziej interesowało, czyli wygląd sklepu, jego poszczególne sale zostało tak trochę olane. Chciałem się dowiedzieć, np. jak układają komiksy, alfabetycznie, tematycznie,  datą wydania? Jak orientują się w tym, gdzie co jest, bo pracowników to tam niewielu widziałem. Dla mnie, za mało tu było informacji, a szkoda, bo ze zdjęć się tego nie idzie dowiedzieć, dlatego liczyłem na ten dokument.



Powód drugi - Comic Con

Żeby nie było, Comic Con jest fantastyczny, ale w tej produkcji był zbędny. Owszem, poznaliśmy, jak firma prosperuje podczas niego, ale dla mnie było to zbędne. Twórcy chyba się nieco pogubili, co chcą nam zaprezentować: sklep czy Comic Con. Jeśli sklep, to patrz powód pierwszy, jeśli Comic Con, to 10 minut, to zdecydowanie za mało. A może działanie Midtown Comics podczas Comic Conu? Jeśli tak, to nie udała im się ta sztuka - sztuczne tworzenie napięcia przed pojawieniem się Franka Millara (przyjdzie czy nie przyjdzie?) było słabe.



Powód trzeci - zbędne postacie

I mówię tu konkretnie o niepełnosprawnej blogerce i aspirującym twórcy komiksu. Jedyne, co ich łączy ze sklepem, to to, że tam przychodzą. No wow, to już muszą koniecznie zająć trochę czasu antenowego. Pokazanie kawałka ich życia, jak tworzą bloga/komiksy, jak chwalą się, ile osób followuje ich na twitterze, jak twórca komiksów zatrudnia aktora, który weźmie udział w kręceniu filmiku reklamującego komiks i wiele, wiele innych. Po co to? Nie lepiej było przeprowadzić więcej rozmów ze stałymi bywalcami sklepu jak np. kolekcjoner tylko idealnych komiksów (bez żadnych rysek, minimalnych zagięć itp). Przecież takich pozytywnych świrów mają z pewnością więcej. A tak to trzeba przewijać wstawki z tymi dwoma postaciami (około 1/5 całego programu).


Powód czwarty - poszukiwania komiksu

Znowu, mniej sklepu, więcej skupiania się na poszukiwaniu komiksu z diabłem.

Dokładnie tego. Znowu tworzenie sztucznej sytuacji. Jeździmy po kolekcjonerach, nigdzie nie ma tego komiksu, nie mamy już sił, ale w końcu, gdy nie ma już nadziei, go znajdujemy. Dla mnie śmiech na sali. Do tego zajmuje się tym czołowy pracownik. Super.

Powód piąty - obraz komiksiarzy

Jeśli czytacie i kupujecie komiksy to wyglądacie tak:





Gdyż taki właśnie obraz jawi się po obejrzeniu tego programu. Smutne.

Całe szczęście program, w pewnej mierze, ratowali cosplayowcy - Ares najlepszy - oraz charyzmatyczni pracownicy.


Szkoda mi tego programu - liczyłem na więcej. A może niepotrzebnie się nastawiałem na Bóg wie co? Niemniej, jeśli ktoś ma podobne do moich oczekiwania, niech lepiej sobie odpuści. Natomiast, jeśli ktoś szuka programu w sumie o niczym z komiksami w tle, to znalazł jak ulał coś dla siebie.

1 komentarz: