piątek, 7 grudnia 2012

Look: New Avengers: Wojna Domowa

„New Avengers Wojna Domowa” przeczytałem w tym samym dniu, w którym otrzymałem przesyłkę od kuriera, ale z racji wysypów komiksowych i innych sprawach związanych z blogiem, nie miałem czasu, by coś więcej napisać o tym komiksie. Teraz nadarzyła się okazja, by to zrobić. To nic, że popsuje sobie tym mikołajkowy nastrój, prawda o tym komiksie musi wyjść na jaw!





Historia

Szczerze? Najsłabszy pod tym względem komiks z serii „New Avengers”. Komiks otrzymałem i przeczytałem we wtorek, ale dzisiaj przed napisaniem opinii musiałem go przejrzeć, bo… zapomniałem o czym był. Nie cierpię na sklerozę, nie miewam też problemów z pamięcią, ale, serio, zapomniałem. Pamiętałem, że chodziło o przygotowania do Wojny Domowej, ale sam się zaskoczyłem, kiedy odwróciłem komiks i na tylnej okładce znalazłem informację: 

„Sześciu niezwykle uzdolnionych rysowników stworzyło sześć niezależnych opowieści z przygodami członków drużyny Avengers”. 

To tam było aż sześć opowieści? Pamiętałem o Cage’u, Sentrym i Capie. Przekartkowałem znowu i okazało się, że zapomniałem o Spider Woman, Kennym i Alpha Fight (no i jeszcze coś było o Ms Marvel, ale to parę stron).
O ostatnich wymienionych przeze mnie historiach nie pamiętałem, bo najzwyczajniej w świecie były nudne i nie dostarczyły mi takich wrażeń jak pozostałe trzy. Zwróćcie uwagę, że nie mówię tu o pozytywnych wrażeniach, bo tych, tak naprawdę, dostarczyła mi jedynie historia z Cage’em - jest zdecydowanie najlepsza, potrafi wzruszyć i rozbawić, a i rozpierducha zapada w pamięć.
O Sentrym pamiętałem z powodu jednej rzeczy, która mnie zdenerwowała. Otóż na początku historii, Sentry przybywa na Księżyc, by pomedytować. Nagle zaczynają go atakować Inhumans, nie dając mu nawet szans, by mógł się wytłumaczyć, co tu robi (jak sam twierdzi, zapomniał, że mieszkają oni na Księżycu). Ciągają po jakichś ichnich sądach/radach/telepatach, ale w końcu dają mu spokój i pozwalają zostać. Ok., to w sumie rozumiem, ale tego, że w pewnym momencie Iron Man nieoczekiwanie wchodzi sobie do ich siedziby i nikt mu nic nie robi, nie atakuje, tylko rozmawia, to tego nie ogarniam i to mnie wkurzyło.

Moim zdaniem komiks wiele stracił przez to, że stworzono sześć niezależnych od siebie historii. Nie ma ciągu, wiesz, że zaraz się skończy jedna historia i zacznie druga, a takie coś się strasznie źle czyta, to nie wciąga. Jest wspólny motyw i Iron Man występujący w każdej historii i tyle. Po tym komiksie nie ma się czego więcej spodziewać, jak tylko przygotowania do głównego dania, jakim jest Wojna Domowa. Tam się dzieje, a tu wieje nudą. Jednak, z drugiej strony, mogę trochę zrozumieć, że do wielkich wydarzeń trzeba się przygotować i to są właśnie te przygotowania.

Rysunki

Znowu przytoczę moje ulubione zdanie tego numeru:
„Sześciu niezwykle uzdolnionych rysowników stworzyło sześć niezależnych opowieści z przygodami członków drużyny Avengers”.
„Sześciu niezwykle uzdolnionych” STOP!

Popatrzcie na tego Capa.


To nie jest uzdolnienie, to jest kpina. No chyba że Chaykin chciał narysować Spongeboba w kostiumie Kapitana Ameryki, to wtedy przyznam, że ma talent. I to jest właśnie powód, dlaczego zapamiętałem historię z Capem. Zupełnie mi się nie podobały te jego prostokątne postacie (Minecrafta jeszcze wtedy nie było, więc nie wiem, skąd ta inspiracja). Aż dziw bierze, że tarcza mu okrągła wyszła! 
I mógłbym tak dłużej ciągnąć i naśmiewać się z tych kłód, ale nie ma potrzeby – wiecie już jakie jest moje zdanie na ten temat.
Również nie przekonały mnie rysunki w historii z Sentrym i Inhumans, ale nie były one takie drewniane jak poprzednie. Resztę akceptuję.

Polskie wydanie

Gdy pierwszy raz zobaczyłem okładkę, jaką zaprezentowała Mucha do New Avengers#5, to przestraszyłem się, że zepsują „boczek” i pojadą tam z czerwonym paskiem. Nic się jednak takiego nie stało i wszystko jest na swoim miejscu.

Graficznie i tłumaczeniowo nie mam się do czego przyczepić z prostych względów - nie mam z czym tego porównać, więc zakładam, że jest dobrze.
Ale jest jednak coś, co mi się nie za bardzo spodobało. Chodzi mi o dodatkowe ilustracje zamieszczone w komiksie, a dokładniej mówiąc, o puste pola, które zostały.




Już bym wolał, by miały one oryginalny czerwony pas i nie przetłumaczony napis niż puste pole. 

Co do tekstu, czyta się go dość dobrze. W całym komiksie nie ma tylu błędów co w zaprezentowanych niedawno stronach z Wojny Domowej, ale zdarzają się też drobne wpadki. A to brakuje przecinka na okładce z tyłu (!), a to gdzieś postawiono cztery kropki zamiast trzech, a to się gdzieś tam nieproszony przecinek znalazł. Ale generalnie wydaje się być ok pod względem korekty. Literówek i ortów nie uświadczyłem, a to, że ja bym inaczej napisał jakieś zdanie, to nie liczę. Bo po co.

Cieszą również dodatki (tzn. te połówki stron nie cieszą) pokroju informacji o Young Avengers (wolę taką wersję nazwy tej grupy) i Inhumans. Jednakże, jeśli ktoś nie czytał, a ma w planach zapoznanie się z tymi bohaterami, to niech uważa, bo roi się tam od spoilerów!


Werdykt:

Mucha dała radę, ale komiks i tak mnie zawiódł. Liczyłem na podobną ekscytację, jak wtedy, kiedy czytałem Kolektyw (do dziś pamiętam o czym był). Tu raczej brnąłem przez kolejne strony z nadzieją, że w końcu stanie się coś, co mi się spodoba. Ale niestety. Pierwsza historia zbiła mnie z tropu rysunkami, druga dała trochę nadziei, trzecia znudziła, czwarta wkurzyła głupotą, a piąta i szósta… znowu zapomniałem, o czym były. 

15 komentarzy:

  1. Przesadzasz z tym narzekaniem na scenariusz i rysunki. Chaykin może nie jest wielkim wirtuozem ołówka, ale ma swój styl i to mi si podoba. Ja w ogóle lubię takie "antologie" w których w jednym komiksie rysuje kilku rysowników.

    Ale z tym pustymi polami Mucha dała ciała na całej długości. Żenada jednym słowem ujmując. Nie rozumiem dlaczego nie zostawili oryginalnych tytułów. Ale oni mają jakąś obsesję nad tłumaczeniem wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wiesz, że jest to komiks dla Ciebie :) Ja uważam, że to najsłabszy ze wszystkich pięciu wydanych tomów.

      Usuń
  2. Dziwi mnie to tłumaczenie na siłę niektórych nazw. Grupa - New Avengers, czyli było by Nowi Mściciele, a jednak nie przetłumaczone. Natomiast w komiksie, w dodatkach, Młodzi Mściciele zamiast Young Avengers... No to trzymajmy się jednej wersji, albo tłumaczymy nazwy grup, albo nie :P Ale ja tu spostrzegam inny powód - nie tłumaczą New Avengers, bo okładkę musieli by spolszczyć! Ciekawe jak wyglądała by okładka Young Avengers gdyby Mucha miała wydać :)

    Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaa, za niedługo miejsca na gwiazdki z numeracją na grzbiecie braknie :D

    Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładki z pustymi miejscami - w poprzednich 4 tomach okładki w środku albumu nie miały napisów dodatkowych (logo itp), w tym tomie Mucha konsekwentnie trzyma się tej konwencji (podobnie jak w oryginalnych trade'ach). Proponuję napisać list do Marvela z zażaleniem. Na pewno się tym przejmą.
    Nazwy grup - grupa nazywa się Avengers. I, jeśli przeczytacie pierwsze tomy cyklu, dowiecie się, że nazwa nowej grupy pojawiała sie w serii zanim grupa formalnie została założona. To była nowa grupa Avengers. Nie New Avengers. Przymiotnik jest tylko dodatkiem, który nie musi pozostawać w oryginale (nie zawsze Spider-Man jest Amazing Spider-Manem). Oczywiście nie wszystkim musi się to podobać.
    Gwiazdki - tom szósty zaczyna nowy, dłuższy, podcykl. Można wymienić gwiazdki Kapitana (swoją drogą, co to za skrót: Cap? W Pacanowie jesteśmy, czy co?) na coś innego, bardziej zielonego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ma wspólnego pojawienie się wcześniej samej nazwy Avengers, z tym, że Mucha nie tłumaczy tego na Mściciele? bo nie bardzo rozumie :P Co do przykładu pająka, to nie wiem po co go przytoczyłeś. Ja pytam o samo przetłumaczenie, nie o to czy będzie ten przymiotnik z przodu. Tak myślę, że gdyby TM-Semic przetłumaczył Spider-Man na Człowiek-Pająk, to taki trend by powstał i wszyscy by tłumaczyli, nikt nie zwróciłby na to uwagi, bo wszystko byłoby po polskiemu :D Nie było by dyskusji jak ta. A teraz raz tłumaczą, raz nie :P Swoją drogą jak by to wyglądało śmiesznie- idziesz do kiosku, a tam ZIELONE LATARNIE, hmm, jakiś poradnik młodego elektryka? :))

      Grzegorz.

      Usuń
  5. "(swoją drogą, co to za skrót: Cap? W Pacanowie jesteśmy, czy co?)"
    you've made my day ; )

    Bardzo dobra recenzja, nadmuchana klata Kapitana rzeczywiście może dręczyć po nocach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hehe, przecież nawet w komiksach pojawia się Cap (skrót od Captain), więc ja tu nie widzę problemu. Ale tekst z Pacanowem wymiata :D

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie już zaczyna wkurzać to tłumaczenie przez Muchę nazw, tytułów i niemal wszystkiego. Dlaczego zamiast Young Avengers mamy młodych mścicieli? Nazw własnych się nie tłumaczy. Niedługo dostaniemy Niewidzialną Kobietę zamiast Invisible Woman. A puste pola przy okładkach wyglądają fatalnie, już lepiej jakby zostawili oryginalne plansze z napisem Civil War.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zresztą na okładce i grzbiecie też powinno zostać Civil War, ewentualne tłumaczenie mogłoby pojawić się dopiero w środku komiksu,

      Usuń
  8. 1. Kapitan
    Recenzja jest mocno subiektywna i fałszująca wizerunek albumu. Bo warto by wspomnieć o tym, że dmuchana klata Kapitana narysowana dobre 15 lat temu przez Liefielda nie pochodzi z opisywanego komiksu. Ilu z was pomyślało o zawartości albumu pod kątem tego obrazka?

    Cap - tak, taki skrót występuje w komiksach. Amerykańskich komiksach - tam występuje Captain America. W Polsce mamy kapitana Amerykę oraz tradycję tłumaczenia nazw zawodów - nie mamy professorów, doctorów i captainów.


    2. Nazewnictwo
    Fantastyczną Czwórkę, Ludzką Pochodnię i Niewidzialną Kobietę już mamy. Mucha dostosowuje się do tytułów istniejących na rynku i obowiązującego już na nim nazewnictwa (przejmuje nazwy po TM-Semic i po Egmoncie). I masz rację, nazw własnych się nie tłumaczy - dlatego zamiast Young Avengers mamy Młodych Avengers (a nie - jak piszesz - młodych mścicieli). Bo w świecie Marvela istnieje grupa Avengers (nie tłumaczona), podobnie jak i grupa X-Men (również nie tłumaczona). Ale _Uncanny_ X-Men czy _The_Amazing_ Spider-Man występuje już wyłącznie jako nazwa komiksu (i podobnie jest w przypadku _New_ Avengers).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - oczywiście, że jest subiektywna. Tak jak i wszystkie moje wypowiedzi na tym blogu. Komuś się może nie podobać (np. patrz 1 komentarz), komuś wręcz przeciwnie. Szanuję wszystkie zdania, nie przekrzykuję się, że tylko ja mam rację itp. Ostatni tom (#4) mi się podobał, więc go chwaliłem. Ten nie, więc napisałem, co mi przeszkadzało. W obydwu kierowałem się tylko moimi odczuciami.

      - "nadmuchanego" kapitana nie ma w komiksie, jest za to "kwadratowy". "Nadmuchanego" użyłem, by przedstawić koszmar, do którego dołączył teraz "kwadratowy". W sumie mam teraz dwa koszmary :)

      - Czy ktoś sobie coś pomyślał o albumie, patrząc tylko na 1 obrazek? Wątpię! Po pierwsze każdy w temacie widział już go (wszak ma 15 lat), więc wie, skąd pochodzi. A po drugie, kto ocenia komiks po 1 obrazku? No chyba że tu o coś innego będzie w tym zdaniu.

      - "Cap" w moim słowniczku będzie zawsze. Zdaję sobie sprawę z jego pochodzenia i poprawności, ale zbyt wiele komiksów przeczytałem, by zmieniać teraz tę formę. To tak jakby ktoś zaczął mnie przekonywać do Człowieka-Pająka (wiem, że to trochę inny przykład, ale problem ten sam). Zresztą forma ta przewija się na wielu forach komiksowych, dlatego nie sądzę, żeby ktoś miał problem z jej zrozumieniem.

      - nazewnictwo. Osobiście pochwalam tylko angielskie i wiem, że wiele osób też woli angielskie. Mucha zawsze będzie musiała odpowiadać na pytania: "A dlaczego Ród M?" "A skoro tłumaczycie nazwy, to dlaczego Baxter Building zostało?" "A co robi Ryker's Island w New Avengers #5? Przecież to nie po polsku!" "A dlaczego nie zostawiliście w oryginale Civil War" itd. Przyzwyczajenie vs język polski.

      Usuń
    2. Co wy tu nawymyślaliście? Jaki skrót? Jaki zawód? Jaki Cap? Jaki kapitan?
      1)Nie ma żadnego kapitana Ameryki. Jest Kapitan Ameryka. Superbohater o dwuczłonowym pseudonimie. W armii w stopniu szeregowego do momentu zaginięcia w boju i późniejszego rozwiązania kontraktu.
      2)Zawód? Superbohater, a nie żaden kapitan. Cywil. Nawet gdyby był kapitanem armii, to i tak nie byłby to zawód, a stopień wojskowy, zawód - oficer kontraktowy. Niemniej, jako szeregowy zwolniony po przepisowym okresie po wygaśnięciu kontraktu, in absentia, i od tego momentu jest cywilem. A ponieważ ostatnio prezydent Stanow Zjednoczonych znowu go zatrudnił, to zawód chyba trzeba podać jako "urzędnik służby cywilnej".
      3)Skrót? Od kapitana to kpt., od captaina CPT. Cap to zdrobnienie, od pierwszego członu jego "imienia". Trochę tak jakby Barona Zemo nazywać Barry. No ale się przyjęło.
      4)Jaki Cap? Cap to samiec kozy. Jak już jakieś zdrobnienie, to Kap.

      Usuń
  9. Ale się tu zakotłowało :D Coś mi się wydaje, że Mucha tu zagląda i się broni :D Droga Mucho, ja Cie nie opuszczę, kupuję Wasze wydania Marvela i kupować nie przestanę ;) I te nudne i te ciekawe, i te w których dymki są dziwnie wypełnione, lub tusz gdzieś uciekł :D A Geek przedstawia swoją opinię, wątpię, żeby wpłynęła ona na czyjąś decyzję kupić/nie kupić 5 tom. Jak to by na półce wyglądało? :D Nie no, żartuję ;)

    Grzegorz.

    OdpowiedzUsuń
  10. pieprzenie o szopenie. To wszystko to forma, a o treść chodzi i komunikatywność. Skończcie z czepialstwem i niech każdy mówi i pisze jak chce, jeśli robi to komunikatywnie (a robi tak każdy z Was) to nie widzę powodów do przypieprzania się :)

    peace,
    Michał

    OdpowiedzUsuń