czwartek, 4 lipca 2013

Prawdziwy superbohater

Prawdziwy superbohater to nie komiksowy trykociarz walczący z rysunkowym i wyimaginowanym łotrem. Prawdziwy superbohater to ktoś, kto w swoim życiu zrobił coś niesamowitego, wygrał z prawdziwym złem. I nie, nie jest to cykl o ludziach bawiących się w bohaterów, który swego czasu gościł na blogu (btw. muszę go odkurzyć). To coś zupełnie innego.

Preferowane zachowanie po rozwinięciu tego posta prezentuję na obrazku:
Jedno zdjęcie, a mówi wszystko:



To dziecko pokonało największe zło - wygrało życie. Brawo!

(Teraz proszę się zastosować do instrukcji zamieszczonej na pierwszym obrazku)

5 komentarzy:

  1. Pragnę się nie zgodzić Geeku. Ok, wygrana z chorobą zasługuje na szacunek ale jest to zwycięstwo jednostki, a kontekście losów świata czy ludzkości nie ma najmniejszego znaczenia. Superbohaterowie nie tylko leją łotrów ale przede wszystkim inspirują, sprawiają, że człowiek chce ich naśladować, stawać się lepszym. Marzy mi się by kiedyś pojawił się przebieraniec, którzy rzuci się w tłum zdziczałych kiboli którzy niszczą, dewastują mienie i straszą niewinnych ludzi. Stanie w obronie słabszych i zrobi z nimi na oczach wszystkich to samo co oni bezkarnie robią od lat, przepraszam za wyrażenie, spuści sromotny wpierdol. W ogóle stawanie w obronie słabszych zasługuje na największy szacunek, większy niż wygranie z własną słabością czy chorobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. BernardWright:
    Anonimowy z 10:31 właśnie nie skorzystał z doskonałej okazji by siedzieć cicho i wypichcił jeden z głupszych komentarzy jakie czytałem

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałem to w kontekście "Co by było gdyby superbohaterowie istnieli naprawdę". Ale ok, przyznaję, komentarz głupi, muszę zacząć mniej pić bo ludzie chyba niezbyt rozumieją moje idee.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem zwolennikiem takich określeń jak walka z chorobą, czy wygrana z chorobą. Po prostu uważam za "nieładne" nazywanie śmierci po długiej chorobie, porażką. A to się do tego sprowadza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przegrana po zaciętej walce nie koniecznie musi być porażką. Takie sytuacje zaś, jak wyzdrowienie dziecka, które nikomu nie zdążyło jeszcze nic zawinić, jak też nie zdążyło poznać prawie w ogóle świata, są na wskroś słuszne. Jeden z niewielu pozytywnych aspektów ślepego przypadku.

    Em.

    OdpowiedzUsuń