środa, 12 lutego 2014

Look: Lego Przygoda!

„Życie jest czadowe!” to utwór, który zapewne wryje się w waszą głowę, jeśli tylko obejrzycie najnowszy film o ludzikach Lego. Ja widziałem go wczoraj i na własne oczy przekonałem się, ile „czadu” jest w tej produkcji…



Historia Niktosia, który wszystkich uratował.

Historia w filmie Lego Przygoda nie jest jakaś wyszukana. Ot mamy zwykłego, żółtego klocka Emmeta, który jest tak pospolity i niczym nie wyróżniający się z tłumu, że aż wszyscy się z niego śmieją. Ale pewnego dnia, za sprawą jednego, niefortunnego podmuchu wiatru, całe jego życie zmienia się o 180 stopni – staje się Wybrańcem, który ma ocalić klockowy świat przed tyranem, jakim jest Lord Biznes. Oczywiście Emmet, jako wzorowy obywatel, całkowicie podporządkowany systemowi, początkowo nie może uwierzyć w swoje przeznaczenie. A później – wiadomo. Dla dzieci historyjka jest w sam raz, wszak jest to film bez ograniczeń wiekowych, jednak nie porywa ona starszych, a i zauważyłem, że chyba większości dzieci na sali również. A szkoda – bo zapowiadało się całkiem nieźle.



Co najbardziej zawodzi?

Wybierając się na seans, liczyłem na dobrą zabawę i kupę śmiechu – wszak dwa trailery, które obejrzałem przed zapadnięciem decyzji, że jadę do kina, na to właśnie wskazywały. I w sumie to tak by było, gdybym ich nie obejrzał wcześniej – 95% wszystkich żartów i śmiesznych sytuacji znałem już wcześniej i zamiast śmiać się, myślałem „O, to już słyszałem, kiedy będzie coś nowego?”. I w sumie chyba było – dwa razy. Tak naprawdę rozbawiły mnie tylko sceny z Bruce’em Wayne’em i ostatnia kwestia w filmie. Tyle. Dzieci na sali również się nie śmiały zbyt często – a jeśli już, to z sytuacji, w której jakaś postać się przewróciła lub klocek pokazał majtki. Zresztą, mam wrażenie, że film ich w ogóle nie interesował. W trakcie seansu, mniej więcej, gdy ¾ filmu było już za nami, obraz zawiesił się i zgasł. Włączyły się światła i niektóre dzieci zaczęły wstawać i ubierać kurtki. Nie było tekstów: „Już?”, „A co się stało dalej?”, „A będzie jeszcze?”. Nic, kompletna cisza. Film się skończył i idziemy do domu. Na szczęście projekcja została wznowiona. Co jednak mogę pochwalić, to to, że całe szczęście nie zanotowałem żartów typu: „Walnąłem klocka”, które są już tak oklepane, że aż szkoda gadać.

A jak wypadają superbohaterowie?

Zupełnie do gustu nie przypadła mi główna pasa bohaterów – Emmet i Żyleta. Emmet to taki klocek z ADHD, który na siłę stara się być śmieszny, a tak naprawdę w moim odczuciu jest żałosny. Rozumiem jednak ten zabieg – dzieciom może się podobać. No powiedzmy, że może. A Żyleta załapała u mnie minusa za coś innego – [spoiler] była dziewczyną Batmana. Serio?! Ona i Batman! Batku, gdzie ty masz oczy?[/spoiler]. Nie ukrywam, że w trailerach najlepsze wrażenie na mnie zrobił Batman – miał najlepsze teksty i dzięki Bogu, że był w tym filmie. Mroczny Rycerz, który lubi pracę na czarno, jest najjaśniejszym punktem Lego Przygoda. Nie Emmet, nie Żyleta, nawet nie Superman i Zielona Latarnia (którego rola sprowadzała się do irytowania Supka), ale właśnie Batman. Liczyłem na niego najbardziej i nie zawiodłem się. Fakt, jest on nieco ciapowaty i robi wszystko bat (Batmailuje ze swojego batfona w swoim batstatku), ale to mu nadaje właśnie uroku. Żałuję, że to nie on był główną postacią. Ba, po seansie zapragnąłem mieć własnego klocka Lego z Batmanem. Tak więc Lego Batman rządzi!



Jestem Batman!

Na wielu forach spotkałem się z jękami na dubbing w tym filmie – że beznadziejne głosy, że sztywne, a po co on w ogóle? Może są one w pewnym sensie słuszne, ale mnie się bardzo dobrze słuchało naszych polskich głosów i nie zauważyłem wspomnianej sztywności czy złego dopasowania. Nie wyobrażam sobie również, żeby dubbingu w tym filmie nie było, i nie chodzi mi tu o to, że to film dla dzieci, ale o to, że są momenty w filmie, w których bardzo dużo się dzieje – wybuchy, strzały, rozwalające się budynki, mnóstwo klocków – no oszaleć można, bo nie wie się, na co patrzeć. A gdyby przyszło nam jeszcze czytać w tym momencie kwestie bohaterów? Z pewnością nie byłoby to przyjemne. Jedynym minusem odnośnie dubbingu jest to, że ja do dzisiaj w sumie nie wiem, czy jedną z postaci był Kocirożek, czy Kociorożec? A może jeszcze zupełnie inaczej? A wszystko przez piskliwy głosik tego stworzonka.
[aktualizacja:] To Kicia Rożek! :D

No a coś na plus?

Żeby z tej recenzji nie wyszło jedno wielkie narzekanie i wychwalanie Batmana (bo naprawdę mu się to należy), to muszę jeszcze wspomnieć, że bardzo podobał mi się świat Lego – kolorowy, klockowy i żyjący. Wiadomo, że w przypadku świata klocków animacja nie może być płynna i to mi się właśnie podobało, bo nadawało mu specjalny charakter – fale oceanu zrobione z Lego, czy scena na budowie – to robiło wrażenie. Na plus mogę zaliczyć również zakończenie. Nie spodziewałem się, że wszystko tak się rozegra (kim jest Lord Biznes itd.).


Mam wielki problem z oceną tego filmu – z jednej strony bardzo mnie rozczarował, bo najlepsze i praktycznie wszystkie zabawne momenty były pokazane w trailerach. Z drugiej strony świat i postać Batmana są tak niesamowite, że nie sposób się od nich oderwać. Czy polecam ten film? Tak, ale uwierzcie mi i idźcie  do kina bez oglądania tych cholernych trailerów – wtedy będziecie bawić się przednio i nie zepsujecie sobie zabawy jak ja. To mogę zagwarantować.

Aha, i na koniec wielki minus dla obsługi Heliosu - nie chodzi mi o to, że film się zaciął, ale o to, że nikt nie wszedł i nie przeprosił za problemy, że nikt nie poinformował dzieci, że to jeszcze nie koniec filmu. Aha, i po wznowieniu trzeba było oglądać 10 minut tego, czego się już widziało wcześniej (nie trafili w odpowiedni moment) - trochę to żenujące. 

8 komentarzy:

  1. Najlepszy był utwór "Darkness" który wykonał Batman;)
    http://www.youtube.com/watch?v=pqv_LUStxDw

    QDL

    OdpowiedzUsuń
  2. No a nie smieszyl Cie np. polamany helm kosmonauty? Toc to koszmar kazdego uzytkownika LEGO z lat 80tych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie, bo nie miałem połamanego hełmu, ba w tych latach to ja jeszcze Lego nie miałem :)

      Usuń
    2. w tedy chyba bardziej "kruche te hełmy były". Miałem sporo zestawów z lat 90` - fajna zabawa była. Dziś żałuję że je porozwalałem i wszystkie zestawy są luzem... Za to następne pokolenie się nimi bawi, a i ja często się dosiadam do dzieciaków i konstruuje jak dawniej;)

      QDL

      Usuń
  3. Lego to dzieciństwo, zabawa, radość, a przede wszystkim przygoda. Genialna animacja i miło spędzony czas w kinie. Dla mnie, jako rodzica, fantastyczna podróż w przeszłość.

    8/10

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też się świetnie bawiłem i również oceniam na 8/10, moje 5-letnie dziecko też twierdzi że film mu się podobał ale z postaci jakie zapamiętał wymienił przede wszystkim Batmana:D O Emmecie i Żylecie nawet nie wspomniał:-) Ostatnia scena niszczy system:-)

    V

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziwi mnie to, że pomimo wspomnianej "prawdziwej twarzy" Lorda Biznesa nadal uważasz, że film był o nijakim kolesiu, który uratował wszystkich, bo był wybrańcem.

    Jedyne, co mnie smuci, to to, że kotek okazał się Kicią Rożkiem. A chwaliłam, że słodka "Kociorożek" to taka świetna nazwa w porównaniu z oryginalnym, nijakim "Unikitty" (toć to już "Kittycorn" brzmi lepiej).

    OdpowiedzUsuń