wtorek, 11 marca 2014

Look: She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta

Gdy dowiedziałem się, że w Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela pojawi się tytuł z She-Hulk, ucieszyłem się, bo szczerze mówiąc, zupełnie nie znałem tej postaci. Nie zrozumcie mnie źle – wiedziałem jak się nazywa, że jest silna, zielona, widziałem jej kilka występów w różnych komiksach (Tajne Wojny czy chociażby Avengers: Upadek Avengers) i w sumie tyle. Zawsze była gościem, zawsze występowała u kogoś, a ja nigdy nie czytałem żadnego numeru sygnowanego jej pseudonimem. Aż do momentu, gdy zabrałem się za She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta.

Z historią w tym komiksie mam wielki problem. Komiks przeczytałem już jakiś czas temu, ale gdy dzisiaj chciałem coś napisać o niej, stwierdziłem, że nic w sumie nie pamiętam. Wiem, że była Shulkie, Spider-Man i Jameson się tam gdzieś pojawili tyle. Sklerotykiem nie jestem, dlatego postanowiłem przeglądnąć jeszcze raz ten komiks i wtedy sobie wszystko przypomniałem.
Tzn. wszystko to, co mi się nie podobało, czyli historię. Mianowicie mamy tu przykład niezwykle lekkiej i  zabawnej opowieści, o której zapomina się z biegiem czasu. Mamy tu także przykład tego, czego nie lubię, czyli jeden numer, jedna sprawa sądowa (Jen jest prawnikiem jak Matt Murdock), kolejny numer, kolejna sprawa i tak dalej. Historia ta mogłaby zawierać trzy numery i nikt nie awanturowałby się, że tom jest urwany (jak w przypadku Thorów). Mogłaby mieć cztery i byłoby podobnie. Owszem, niektóre sprawy są troszkę interesujące, ale co z tego, jak rozwiązanie poznaje się zawsze na końcu numeru. W takim przypadku nie czeka się z niecierpliwością na kolejny zeszyt, nie rozmyśla się o tym, co się dalej stanie. Mnie przestało to wszystko interesować już po pewnym czasie. I choć finał tej opowieści ma jakiś związek z wydarzeniami z tych kilku numerów i w sumie można go uznać za ciekawy, to i tak nie ratuje on tej opowieści. A szkoda, bo liczyłem, że będę lepiej bawił się z She-Hulk.


A She-Hulk? Jest zupełnie inna, niż się spodziewałem i całe szczęście! Jest zabawna, trochę niezdarna, ma swoje problemy miłosne i zawodowe i rozwala swoimi tekstami (szkoda tylko, że w jednym z numerów występuje obok mistrza żarcików - Spider-Mana, wtedy z nim przegrywa w żartach). I strasznie, ale to strasznie strasznie nie pasuje mi jej zawód (co prawda zajmuje się sprawami superbohaterów, ale prawnik to prawnik). Prawnicy kojarzą się z przepisami, sztywnością, złym spojrzeniem - a Shulkie jest istnym tego przeciwieństwem. A może to tak specjalnie, żeby łamać stereotypy? No nie wiem. W każdym razie wolałbym widzieć więcej jej przygód miłosnych (wszak tytuł na to wskazuje) niż rozpraw sądowych. Podoba mi się również jej wygląd - świetnie pasuje do tej opowieści. Nie wygląda już jak superlaska z wywalonym biustem i mięśniami rozmiaru melonów. Nie, ta She-Hulk jest pulchniejsza, bardziej pyzowata (przypominająca momentami Muminka), wzbudzająca ogromną sympatię i przez to bardziej ludzka. Reszta postaci także świetnie pasuje do tej opowieści - jednym słowem rysunki zdecydowanie na plus. Duży plus.

Bardzo fajnym pomysłem i swoistym mrugnięciem oka w stronę czytelników są dowody w niektórych sprawach, którymi okazują się... komiksy Marvela! Tak, są one oficjalnymi dowodami, które można prezentować w sądach. Pokręcone, co nie? Ale przecież to Marvel!

Nie doświadczycie tu również żadnych epickich scen walk, czy jakichkolwiek wydarzeń zapadających w pamięć. Są za to sceny wesołe, które ratują trochę ten komiks.

I to by w sumie było na tyle. She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta to komiks ze świetnymi rysunkami, przepełniony dużą dawką humoru, rewelacyjną główną bohaterką, ale za to z mało wciągającą historią. Dlatego otrzymuje ode mnie dwie gwiazdki. Nie jest to totalne dno, ale w WKKM bywały lepsze pozycje.





10 komentarzy:

  1. Czy tylko ja nadal czekam na przesyłkę z tomami 32-33? Premiera 33 miała miejsce 26 lutego, a w ten poniedziałek czyli 10 marca, pani z infolinii powiedziała mi, że przesyłki będą wysyłane "w tym tygodniu", czy to normalne, że hachette zaczyna myśleć o wysłaniu prenumeraty dwa tygodnie po terminie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalne. Niektórzy nie mają jeszcze numerów 30-31.

      Usuń
    2. Ja mam już naszczęście tomy 30-31 ale poważnie się zastanawiam czy nie zrezygnować z prenumeraty i nie zacząć samemu kupować poszczególnych numerów

      Usuń
    3. Już jest 33? Ja jeszcze nawet 30 - 31 nie dostałem. Już nie wiem, czy drzeć się na Hachette, czy na Pocztę Polską... ;[

      Usuń
  2. swietne rysunki? bitch please...gorszych chyba w WKKM nie było.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zielona samotna kobieta bardzo mi przypadła do gustu, mogę wręcz powiedzieć, że się zakochałem...humor i lekkie potraktowanie supertematów sprawiły, że świetnie się bawiłem. Przypomniał mi się komiks który lata temu czytałem o mieście w którym wszyscy są superbohaterami i noszą kostiumy (nawet bezdomni). Jedną z postaci był tam niewidzialny Mglisty Macacz:) Wydała to chyba Mandragora ale nie pamiętam tytułu, starcza skleroza, Geeku dopomóż:)
    Ale jeśli chodzi o rysynki do do 3/4 komiksu są beznadziejne, zgadzam się z przedmówcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Top Ten' Alana Moore'a. Dwa tomiki z większej całości z Egmontu.

      Usuń
  4. ogolnie fajna i calkiem zabawna lekturka. podobaly mi sie te mrugniecia okiem do czytelnikow komiksow (moze z wyjatkiem tych calych 'dowodow') jak np te przywolanie spider-mana czy z pozoru zwyczajna nazwa kancelarii prawnej w usa zlozona z zydowskich nazwisk adwokatow... rysunki slabe na poczatku, pozniej w miare czytania wydaly sie odpowiednie i pasujace do komiksu

    OdpowiedzUsuń
  5. Geeku, wieści z infolini Hatchette :) pani zdradziła następne numery:

    36. Wolverine: Origin
    37. Fantastic Four: Niepojęte
    38. Thor: Ostatni Wiking
    39. Wojna Domowa
    40. Superbohaterowie Marvela: Tajne Wojny 2

    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo mi się podobał lekki komiks inne spojrzenie na bohaterów i szczerze chyba potrzebny w WKKM by nieco jej ulzyć i lepiej pokazać świat marvela

    OdpowiedzUsuń