piątek, 5 grudnia 2014

Sons of Anarchy. Synowie Anarchii - recenzja

Grzegorz, mój najlepszy przyjaciel i osoba, która sprawiła, że blog wygląda tak cudnie, postanowił stworzyć recenzję Synów Anarchii i zapytał mnie, czy dałbym radę ją wrzucić na bloga, żebyście ją przeczytali. Oczywiście zgodziłem się i oto ona! A jeśli wam się spodoba, to już wiem, kogo mianują swoim naczelnym blogowym recenzentem. :)


W końcu w moje ręce wpadł komiks Sons of Anarchy. Synowie Anarchii, wydany u nas przez wydawnictwo SQN 4 października, ale zanim skrobnę coś o samym komiksie, to zacznę od tego, dlaczego w ogóle po niego sięgnąłem. Jakiś czas temu postanowiłem nadrobić swoje serialowe zaległości (mając półtoraroczne dziecko, które zaczęło samodzielnie stawiać pierwsze kroki, człowiek nie ma zbyt wiele czasu dla siebie) i padło na Sons of Anarchy stacji FOX. Od paru tygodni wieczorami nie mogłem oderwać się od telewizora, jak to z dobrymi serialami bywa, po każdym odcinku koniecznie trzeba było obejrzeć następny i następny, i następny. Obecnie na stacji FOX w Polsce można oglądać 6 sezon, natomiast w Stanach Zjednoczonych 9 grudnia ukaże się finałowy, 13 odcinek 7 sezonu. 

Akcja komiksu, a przynajmniej pierwszych sześć numerów zebranych w tym tomie, dzieje się równolegle do sezonu 5. Poznajemy Kendrę, córkę Hermana Kozika, która wpada w poważne tarapaty i o pomoc zwraca się do przyjaciela swojego nieżyjącego już ojca - Alexa „Tiga” Tragera. Synowie postanawiają pomóc dziewczynie i dostarczyć ją do oddziału w Tacomie, do którego należał jej ojciec. Komiks jest świetnym uzupełnieniem filmu, nie skupia się na postaci Jaxa, a przybliża nam innego członka Synów Anarchii – Tiga i ukazuje kilka scen z jego przeszłości, rzucając trochę światła na jego przyjaźń z Kozikiem, która, jak wynika z serialu, jest dość pogmatwana. Trager jest jak magnes na kłopoty, a po tragicznej śmierci córki cały czas zmaga się z wewnętrznymi demonami, zarówno na jawie, jak i we śnie. Taka mieszanka musi być wybuchowa i uwierzcie, jest. Bohater specjalnie pakuje się w tarapaty, czuje się winnym śmierci swojej córki i w pokrętny sposób szuka odkupienia - prowokując bójkę w barze, czy też deklarując chęć pomocy córce przyjaciela w pojedynkę, jeśli w skutek głosowania klub odrzuci jej prośbę o pomoc (ale w końcu decydują się jej pomóc). Jeśli nie oglądaliście serialu, nie jest to lektura dla was, po prostu za dużo tu rzeczy i nawiązań, których nie zrozumiecie i będziecie się czuć trochę zagubieni. Historia Kendry jak i jej „transfer” do Tacomy spokojnie wystarczyłyby na zapełnienie jednego z odcinków serialu. Christopher Golden idealnie oddał klimat filmu, który swoimi rysunkami uzupełnił Damian Couceiro. Goldena mogliśmy już poznać w Polsce, Egmont wydał komiks „B.P.P.O. 1 – Nawiedzona Ziemia”, do którego pisał scenariusz, Couceiro natomiast, dzięki wydawnictwu SQN, zaliczył debiut w naszym kraju i muszę przyznać, że trafił w moje gusta swoimi rysunkami. Lubię prostą kreskę realistycznie oddającą wygląd postaci, rewelacyjnie udało mu się przenieść bohaterów serialu na papier. Wszystko super, świetne, czyżby komiks był idealny? Na to pytanie każdy z was musi odpowiedzieć sobie sam, bo jako fan serialu nie mogę obiektywnie tego ocenić… 

Mogę natomiast poddać ocenie samo wydanie. Komiks wstawiono w mocną, twardą oprawę, kartki są zszyte i trzymają się dobrze, papier, którego użyto, jest gruby z lekkim połyskiem. Warto również wspomnieć, że do komiksu dodano rozkładany plakat promujący sezon 6. I wszystko to za 49,90zł (a w promocjach różnych sklepów znajdziecie jeszcze taniej). Znalazłem kilka mankamentów związanych z polskim wydaniem, mianowicie wprowadzanie tekstu w dymki. Nieraz odniosłem wrażenie, jakby zdania „wklejane” w baloniki były układane losowo, tekst nie wypełnia dobrze dymka, nie układa się w nim jak w okręgu przez co wygląda to dziwnie.

Dodatkowo drażniło mnie wykonanie kilku dymków z efektami krzyku, jakby robione na szybko, widać różnicę między oryginałem a pracą grafika z SQN. Denerwował mnie też brak tłumaczenia napisów typu „Welcome in Charming”, skoro już zmieniamy onomatopeję wysuwanego noża z SNIKK na SZYTT, czy też przy uderzaniu kijem KRAKK na TRZASK czy ŁUUPP, to można się było pokusić na tłumaczenie tych drobiazgów, a tak kłują po oczach.

Mimo tych małych wpadek, nie mogę się już doczekać kolejnego tomu, gdzie akcja toczy się po wydarzeniach z sezonu 3 i zobaczymy, jak SAMCRO radzą sobie w więzieniu. Liczę, że od strony graficznej wydawca bardziej się przyłoży.

Podsumowując, jeżeli tęsknisz za bohaterami znanymi ci ze szklanego ekranu, to obowiązkowa pozycja dla ciebie - zafundujesz sobie powrót do uroczego Charming i jego motocyklowych twardzieli.


Więcej informacji na temat komiksu możecie znaleźć na stronie wydawnictwa: klik

6 komentarzy:

  1. Solidna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię Sonsów, ale Tiga akurat jako postaci nie znoszę, jest strasznie obleśny i jakoś średnio go widzę jako głównego bohatera komiksu. Nie mniej gratuluje recenzji i czekam na kolejne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku też nie darzyłem go sympatią i z tych samych powodów, ale z czasem się przekonałem do tej postaci. Uwielbiam jego docinki, jego kamienny wyraz twarzy w niektórych sytuacjach i to spojrzenie mętne, jakby został pozbawiony wszystkich szarych komórek :D Kim Coates powinien dostać jakąś nagrodę za te rolę - mistrzostwo świata :D A tak w ogóle, to chętnie zobaczyłbym Opiego jeszcze, Hurst to kawał chłopa, świetnie pasowal do roli motocykolwego badassa w skórach, a im dalsze sezony i dłuższe włosy i broda, tym lepiej :)

      Usuń
    2. *Jeśli nie oglądałeś najnowszego sezonu to nie czytaj dalej [SPOILER ALERT!!!).

      Sonsi pod przywództwem Jaxa stoczyli się na dno i są po prosty zwyczajnymi bandytami bez żadnych zasad i honoru. Jedynym pozytywnym bohaterem choć to słowo na wyrost wydaje mi się Chibs, reszta niestety stoczyła się na dno, a Tigs romansując z transem już całkowicie się zatracił (nie żebym był homofobem, ale czuję jakiś dyskomfort oglądając twardziela z gangu w objęciach mężczyzny). Odkąd zginęła jego córka nie widziałem w nim niczego co można nazwać żałobą, właściwie szybko doszedł do siebie i właśnie to jest w nim takie odrażające. Może w komiksie dręczą go jak pisałeś demony, ale w serialu tego typa po prostu nie da się lubić. Mi podpadł już stając się wiernym poplecznikiem Claya i od tego czasu patrzę na tą postać krzywym okiem.

      Usuń
  3. Dzięki Grzesiu, znowu przez Ciebie wydam ciężko zarobione pieniążki na komiks :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, zawsze możesz sobie zażyczyć na gwiazdkę :D

      Usuń