sobota, 5 września 2015

Kapitan Ameryka: Armia Przyszłości - recenzja!

Zielona Sowa podesłała mi jakiś czas pakiet trzech książek do recenzji: Spider-Man: Atak Bohaterów, Kapitan Ameryka: Armia Przyszłości oraz Spider-Man: Encyklopedia Postaci. Do tej pory udało mi się tylko napisać kilka zdań o Ataku Bohaterów (klik), dlatego pora wypuścić kolejną recenzję, żeby pozbyć się trochę zaległości. Dziś przeczytacie zatem o... nie, Encyklopedię zostawiam na koniec... Kapitanie Ameryce i jego Armii Przyszłości!


Kilkoro z was mogło zapoznać się już z tym tytułem, bo książeczki z serii Marvel: Przygody Superbohaterów pojawiły się miesiąc temu z Biedronce. Mnie jednak zeszło trochę z przeczytaniem tej niegrubej, bo 144-stronicowej książeczki. Wszystko to za sprawą tego, że dwa razy wyspałem się podczas czytania. I nie było to raczej spowodowane zmęczeniem po pracy czy innych obowiązkach - zmęczyła mnie historia. Kapitan Ameryka: Armia Przyszłości opowiada o walce Kapitana Ameryki (i spółki w postaci Falcona i Czarnej Wdowy) z HYDRĄ. I to nie jest żaden spoiler. W tej książeczce nie ma żadnego zaskoczenia (nie tak jak w Ataku Bohaterów, gdzie można się zastanawiać, kto jest głównym przeciwnikiem Pająka) - tu wszystko mamy podane na tacy na okładce z tyłu książki.


A jak wiadomo, gdy jest Kapitan Ameryka i HYDRA, cała historia sprowadza się do naparzanki - i tak też jest w tej opowieści. Jeśli jesteście fanami takich opowieści - może wam się to spodobać. Mamy tu do czynienia ze standardowym schematem: 
1. Ktoś zagraża bohaterowi, ale jeszcze nie wiadomo kto. 
2. Bohater odkrywa, kto jest jego wrogiem. 
3. Pierwsze starcie z przeciwnikiem i przegrana. 
4. Kolejne podejście do bitwy i bach - dobro zwycięża.
Mnie to nie przypadło do gustu - zresztą, nie polubiłem nawet tego zacofanego w czasie Kapitana, który jest tak do tyłu, że nawet nie umie kupić kawy w kawiarni... Ale z drugiej strony dzieciom, no bo nie zapominajmy, że one są głównymi odbiorcami tej książki, może się to podobać (zwłaszcza że całość czyta się bardzo dobrze, nawet pomimo technologicznego zaawansowania przeciwnika Kapitana).


No bo inne elementy jak rysunki, czcionka itp. z pewnością się dzieciom (i dorosłym) spodobają. Podobnie jak w przypadku Spider-Mana jest na czym zawiesić oko. Ilustracje są śliczne i bardzo kolorowe. Strony nie tylko są białe, ale także zmieniają odcienie. Pojawiają się dymki, onomatopeje i różne kolorowe napisy. Ogólnie jest bardzo dobrze, a to powinno zachęcić dzieci do czytania (co prawda kiepskiej historii, no ale liczy się sam fakt spędzania czasu z książką, rozwijania wyobraźni i ćwiczenia czytania).

 
A tu strona specjalnie dla starszych miłośników komiksu i fanów Agenta Coulsona. (tak, takie smaczki też są w tej opowieści)


Poza historią, o której już wspominałem, zgrzytało mi bardzo czytanie o "Avengersach", którzy w takiej formie bardzo często pojawiali się w tekście - innych zgrzytów Zielonej Sowy nie zanotowałem (lub przespałem :)). Plus dla Sowy za Falcona, a nie Sokoła!


Podsumowując, Kapitan Ameryka: Armia Przyszłości to pięknie wydana opowieść o przygodach Kapitana Ameryki, w której forma o wiele przewyższa treść. Jeśli zastanawialibyście się nad wyborem, bierzcie śmiało Spider-Mana - jest ciekawszy, weselszy, tak samo kolorowy... no, ogólnie dużo, dużo lepszy!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz