Sposoby na jesienną grypę

Nadszedł październik i jest to czas, w którym rok w rok musimy bronić się przed wszelkimi wirusami. Niezależnie od tego, jak silny mamy organizm, jedna z mutacji wirusa i tak nas prędzej czy później dopadnie. Od nas zależy, czy organizm obroni się przed atakiem choroby, czy podda się i będziemy musieli brać wolne w pracy. Wszystko zależy właśnie od tego, jak o siebie dbamy, a więc jak grubo się ubieramy i czy zdrowo się odżywiamy. Jeśli chodzimy na jesieni w podkoszulku i cały czas mamy zimne plecy, oraz jemy śmieciowe jedzenie i nie dostarczamy do organizmu żadnych wartościowych minerałów i witamin, to możemy być wręcz pewni, że podda on w końcu i skapituluje w walce z chorobą, wystawiając białą flagę. W moim odczuciu najlepszymi sposobami leczenia się, są te, które daje nam natura. Jeśli poczytamy stare książki, na których inspirowały się nasze babcie, to zobaczymy, że ludzie dziesiątki lat temu zupełnie nie używali leków i tak naprawdę każde schorzenie starali się wyleczyć w sposób domowy i znamy z dziada pradziada. Oczywiście zaznaczyć musimy, że dawniej nie było tylu aptek i z reguły znajdowała się jedna w mieście. Teraz nawet w mojej małej wiosce mam 3 lub 4 apteki. Jest to nonsens, a my Polacy jesteśmy na samym szczycie rankingów, jeśli patrzymy na kraje, które spożywają największą ilość farmaceutyków. Te dane biją na alarm i powinniśmy coś z tym zrobić i nie wierzyć ślepo każdej reklamie. Nie podważam oczywiście skuteczności działania leków, które możemy zobaczyć w reklamach, ale trzeba być świadomym tego, że nie każde kichnięcie jest powodem, by biec do apteki. Musimy być świadomi, jak dużo dobra daje nam natura i jak leczyć grypę sposobami, które są dużo tańsze i wcale nie mniej skutecznie. Numerem jeden na mojej liście, którą ułożyłem sobie w głowie, jest zdecydowanie czosnek. Pamiętam słowa mojej babci, która zawsze powtarzała mi, że ten zabije nawet diabła i wampira, jeśli te zaatakują nas kiedyś. Był to oczywiście specyficzny humor mojej babci i śmieję się z niego do dziś, ale trzeba powiedzieć szczerze, że miała dużo racji. Wielu z nas obawia się leczyć tym naturalnym antybiotykiem, ponieważ wydziela się nam z ust nieprzyjemny zapach. Tak przynajmniej jest on zdiagnozowany przez większość osób, które znam. Mi osobiście te zapach nie przeszkadza i nie powoduje odruchu wymiotnego, ale oczywiście nie miałbym ochoty całować się później z dziewczyną. Czego się jednak nie robi, by pozbyć się choroby i jak najszybciej wrócić do pracy, która zapewnia nam utrzymanie i daje nam jakieś zajęcie w życiu, bez którego umarlibyśmy z nudów i towarzyszącej monotonii. Reasumując więc, moim zdaniem nie mamy się co bać czosnku, a wraz z cytryną i miodem, stanowi on moją listę trzech ulubionych rzeczy, które kojarzą mi się z chorobą i sprawiają, że ustępuje ona bardzo szybko. Jest też mleko, które łagodzi trochę intensywny aromat czosnku i możemy sobie je podgrzać, a dopiero wtedy wrzucić do kubka czosnek. Ja osobiście wolę jednak, gdy czuję w przełyku gryzienie i działanie czosnku na organizm.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *